czwartek, 11 marca 2010

Dziecko - niezbywalna własność rodziców?


Porusza mnie reakcja ludzi, mediów oraz niektórych instytucji społecznych na nową ustawę o ochronie rodziny. Moim zdaniem negatywna reakcja wynika z braku świadomości w jakich warunkach wychowują się czasem dzieci w Polsce.
Kontrowersje wzbudza artykuł 12, który stanowi, że pracownik socjalny w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia może zabrać dziecko z domu. Kiedy więc będzie można będzie ten przepis wykorzystać? Np. w momencie, gdy oboje rodzice są pijani, naćpani, przez kilka/kilkanaście dni, dziecko zostało dotkliwe pobite, jest głodne, ciężko chore, bardzo zaniedbane, a rodzice rzucają w siebie nożami. Oczywiście, że dla dziecka rozdzielenia od rodziców jest traumą. Ono najczęściej jeszcze nie rozumie, że dzieje mu się krzywda i kocha swoich rodzicieli bezwarunkowo. Brak interwencji w sytuacjach rażącego zaniedbywania dzieci daje jednak rodzicom sygnał - moje dziecko, moja własność i mogę z nim robić co chce. Zabranie dziecka z domu jest często skuteczną metodą uświadomienia rodzicom, że mają wobec dziecka obowiązki, są za nie odpowiedzialni i że mogą je stracić, jeśli nie zgodzą się na przyjęcie pomocy. Jeśli natomiast zabranie dziecka z domu nie powoduje zmian w postawie rodziców to - mimo, że to zabrzmi okrutnie - można stwierdzić, że nie każdy został stworzony do bycia rodzicem i w dłuższej perspektywie, może dla dziecka będzie korzystnej wychowywać się w rodzinie zastępczej. Gdy czytam wypowiedzi np. Kościoła o świętym prawie do wychowywania dzieci przez rodziców, to myślę sobie a co z prawami dziecka? Rzadko słyszymy o morderstwach swoich dzieci przez nieprzystosowanych rodziców? Być może udało by się tych sytuacji uniknąc, gdyby pracownicy socjalni mieli możliwość szybkiej reakcji.

piątek, 5 marca 2010

Ustawa (anty)nikotynowa


Dawno mnie nic tak bardzo nie rozczarowało jak przyjęcie poprawek autorstwa PO do ustawy antynikotynowej. Miało być pięknie - zakaz palenia w knajpach i restauracjach oraz miejscach publicznych. A wyszło jak zwykle. Posłowie argumentowali, że zakaz palenia w knajpach i restauracjach narusza wolność palaczy, którzy mają ochotę na dymek przy piwie. A co z wolnością osób nie palących? Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby palacze truli siebie. Ich sprawa. Jednakże paląc szkodzą tym, którzy nałogowcami nie są. Tak więc osoba nie paląca ma następujący wybór: albo iść do knajpy i godzić się na podwyższone ryzyko zapadnięcia na raka albo siedzieć w domu. Nie ma bowiem się co oszukiwać, w Polsce praktycznie nie występują knajpy bez papierosa. I tym sposobem do knajp będę chodzić kilka razu do roku, przy okazji odwiedzania znajomych mieszkających w cywilizowanych krajach.
Muszę jednak przyznać, że o tyle mnie nie dziwi przyjęcie poprawek, że są one ekonomicznie uzasadnione. Palacze płacą wysoką akcyzę, żyją krócej, więc mocno odciążają ZUS. A więc z tych oszczędności pokrywa się koszty leczenia i jeszcze zostaje. Zresztą osoby, które trują przy okazji (bierni palacze) też częściej chorują i szybciej umierają.

środa, 3 marca 2010

Każdy jest sceptykiem w stosunku do innych religii


Przytoczony przeze mnie tytuł jest tematem krótkiego artykułu, który przeczytałam na portalu Racjonalista.pl (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3880). Wpis ten zarówno mnie rozbawił jak i skłonił do refleksji. Często bowiem spotykam się z sytuacją, w której polacy naśmiewają się z wierzeń obecnych w innych religiach.
Pozwolę sobie przytoczyć kilka przykładów podanych przez autora :
- Miliony Hindusów modli się do pomników penisa Śiwy
- Mormoni powiadają, że po zmartwychwstaniu Jezus przybył do Ameryki
- Santerianie z Florydy składają ofiary z psów, kóz i kur i rzucają ich ciała na fale.
- Muzułmańskich samobójców, wysadzających się w powietrze w Izraelu, poucza się, że „męczennicy" natychmiast idą do raju pełnego uroczych hurys.
- W złotej świątyni w Zachodniej Wirginii odziani w szafranowe szaty wierni myślą, że staną się jednością z Lordem Kryszną, jeśli wystarczającą ilość razy wymówią „Hare Kryszna".
- Członkowie komuny Niebiańskie Wrota powiedzieli, że „odrzucą swoje pojemniki" (swoje ciała) i zostaną przeniesieni do UFO za kometą Hale-Bopp.
- Scjentolodzy mówią, że każdy człowiek ma duszę, którą jest „thetan", przybyły z innej planety.
- Buddyści z Tybetu twierdzą, że kiedy umiera stary Lama, jego duch wchodzi w niemowlę płci męskiej, które właśnie się gdzieś urodziło. Przez kilkanaście lat pozostają więc bez przywódcy, a potem znajdują chłopca, który wydaje się posiadać wiedzę o prywatnym życiu starego Lamy i namaszczają go jako nowego Lamę (a właściwie starego Lamę w nowym ciele).
Pytanie jakie się pojawia, brzmi: czy założenia religii katolickiej są dużo bardziej wiarygodne dla racjonalnie myślącego człowieka?
Oto kilka przykładów:
- Biblia powiada, że trzeba zabijać ludzi, którzy pracują w szabat: „ktokolwiek by wykonywał pracę w dniu szabatu, winien być ukarany śmiercią" (Księga Wyjścia 31:15).
- W czasach polowań na czarownice księża inkwizytorzy torturowali tysiące kobiet, które przyznawały się do niszczenia zbiorów, stosunków seksualnych z szatanem i tym podobnych rzeczy, a następnie je za to spalili. Czy sądzisz, że Kościół słusznie wykonywał przykazanie biblijne: „Nie pozwolisz żyć czarownicy" (Księga Wyjścia 22:17)
- Pewien stary człowiek uderzył laską o zimię i morze się rozstąpiło.
Ciekawi mnie to, że ludzie wierzący przyjmują za prawdę to, co przekazuje ich religia ale najczęściej uważają za absurdalne założenia innych religii. Nie potrafią jednak oni najczęściej rozumieć, że ktoś może być sceptyczny nie tylko w stosunku do innych ale też jego religii.
Inną kwestią jest fakt, że religia w takiej czy innej formie jest obecna w każdej kulturze,każdym zakątku Ziemi. Ale to temat na kolejny post.

wtorek, 2 marca 2010

Polityka Antyrodzinna w RP czyli dlaczego kobiety nie chcą rodzić dzieci.


Jako przyszła matka śledzę z ciekawością i pewnym niepokojem system polityki "prorodzinnej" w naszym kraju, a głównie wspieranie macierzyństwa. Podczas ciąży oraz pierwszych miesięcy sytuacja kobiety jest dobra. Może ona być na zwolnieniu lekarskim przez cały okres ciąży, jeżeli zajdzie taka potrzeba zdrowotna. Po porodzie przysługują jej 4 miesiące macierzyńskiego. Problem pojawia się po wykorzystaniu urlopu. Jeśli kobieta chce wrócić do pracy, ma do wyboru oddanie 4 miesięcznego malucha do żłobka, gdzie trzeba mieć dużo szczęścia, żeby się dostać. Alternatywą jest zatrudnienie opiekunki, a jest to często wydatek w wysokości prawie całej pensji matki. Można też oczywiście odłożyć na bok wszelkie swoje ambicje zawodowe i skorzystać z urlopu wychowawczego. Ostatnia opcja jest o tyle korzystna, że dziecko jest wychowywane przez rodzica, a państwo wspomaga to rozwiązanie poprzez przyznawanie zasiłku wychowawczego w kwocie 400 zł, czyli opłaca pampersy oraz jeżeli matka pracowała na etat odprowadza za nią składkę emerytalną. Co bardziej przedsiębiorcze kobiety, czyli te, które prowadzą własną działalność już przywilejem opłacania składki emerytalnej przez Państwo nie są objęte. Zapobiegliwa rodzicielka w momencie przyjścia dziecka na świat zapisuje go do kolejki do przedszkola, gdyż średnio brakuje 1000 miejsc w dużych miejscowościach. Jeżeli dziecko do przedszkola się nie dostanie, wracamy do opcji niani. Czytając raport Strategia Polska 2030 cieszy mnie to, że politycy zdają sobie sprawę z nieciekawej sytuacji demograficznej w Polsce, gdzie największym problemem jest starzenie się społeczeństwa oraz ujemny przyrost naturalny. Ale czy naprawdę można się temu dziwić, w świetle przytoczonych powyżej alternatyw przed jakimi staje młoda matka?

Reforma aplikacji sędziowskiej


Studia prawnicze rozpoczęłam z myślą o aplikacji sędziowskiej. Dlatego jestem żywo zainteresowana konsekwencjami przeprowadzonej ostatnio reformy odbywania aplikacji sędziowskiej. Zmiany zaczynają się już na poziomie egzaminu wstępnego. W pierwszej kolejności trzeba będzie zdać egzamin na aplikację ogólną, składający się z testu oraz kazusów. Aplikacja ogólna trwa rok, podczas którego uczęszcza się na zajęcia do KSSiP w Krakowie.
Osoby, które pomyślnie ukończą aplikację ogólną, będą mogły starać się o przyjęcie na aplikację specjalistyczną. O przyjęciu na tą aplikację będzie decydowałam ilość zdobnych punktów z egzaminów. W czasie trwania aplikacji ogólnej jest możliwość pobierania stypendium. Jednakże w razie nie podjęcia pracy w zawodzie lub rezygnacji stypendium trzeba będzie zwrócić. Natomiast w trakcie aplikacji specjalistycznej jest się zatrudnionym na czasowe umowy o prace na różnych stanowiskach. Łączny czas trwania aplikacji to 54 miesiące czyli 4,5 roku.
Po ukończeniu aplikacji podobno wszyscy absolwenci mają mieć zapewnione miejsca pracy. Jak będzie w rzeczywistości przekonamy się na 5 lat.
Reforma ta jest dość kontrowersyjna, choć moim zdaniem jest w niej kilka dobrych założeń. Na pewno na plus trzeba jej zapisać pracę na różnych stanowiskach po odbyciu aplikacji ogólnej. Daje to dobre rozeznanie w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości i przygotowuje do pracy na różnych stanowiskach, niekoniecznie sędziego. Tym, co może zniechęcać kandydatów jest na pewno czas trwania aplikacji oraz mimo wszystko niepewność zatrudnienia po niej. Kontrowersje wzbudza też kwestia zwrotu stypendium. W razie słabego zdania egzaminu końcowego aplikacji, aplikanci mogą czuć się zmuszeni do pracy na niskich stanowiskach po to, aby obrobić pobierane stypendium.

sobota, 20 lutego 2010

Nauki społeczne, handel, prawo studiuje w Polsce aż 34% studentów!


Diagnoza stanu Szkolnictwa Wyższego opracowana przez Ernst & Young krytycznie ocenia poziom nauki i funkcjonowanie uczelni wyższych. Podają oni wiele problemów, które wymagają rozwiązania. Można tu wymienić: zatrudnienia na wielu etatach pracowników naukowych, brak kadry, zatłoczenie na niektórych kierunkach studiów (40 % osób w wieku 19-24 studiuje uczelni wyższej ). Z raportu możemy wyczytać, że aż 34% studentów na państwowych uczelniach studiuje "nauki społeczne, handel, prawo". Na uczelniach prywatnych jest ich jeszcze więcej.
Absolutnie zgadzam się ze stawianymi tezami w diagnozie. Nie raz sama doświadczyłam negatywnych skutków źle zorganizowanego systemu szkolnictwa wyższego.
Na moim wydziale Prawa i Administracji UJ grupy ćwiczeniowe są 40 osobowe. Obiektywnie ciężko nazwać taką grupę ćwiczeniową. Jest to dodatkowy wykład, tyle że w mniejszym gronie.
Aby się zapisać na większość ćwiczeń trzeba to zrobić w ciągu kilkunastu minut od momentu rozpoczęli rejestracji. Na ważnych, obowiązkowych wykładach przez pierwsze tygodnie nie ma gdzie usiąść. Po pewnym czasie studenci rezygnują z chodzenia na nie z powodu zatłoczenia. Nie raz się zdarzało, że w kolejce do sekretariatu czekałam ponad 2 godziny. Nie wspomnę nawet o możliwości indywidualnego kontaktu z profesorem. Zła organizacja szkolnictwa wyższego znajduje swój wyraz również w rankingach międzynarodowych, w których znajdujemy się na szarym końcu. Według rankingu produkcyjności i widoczności europejskich uniwersytetów Uniwersytet Jagielloński zajmuje 133 a Warszawski 134 miejsce na 177 możliwych. Według rankingu szanghajskiego natomiast oba uniwersytety są w 4 setce tegoż rankingu światowego. Zanim zaczęłam studiować prawo kierunek tez wydawał mi się dość elitarny. Trudno jednak nazwać jeden z najbardziej przepełnionych wydziałów na uniwersytecie elitarnym. Ciężko jest też wymagać wysokiej jakości zajęć, wspierania w studentach zainteresowań czy kształtowania postawy społecznej, tak przecież ważnej w społecznie odpowiedzialnej pracy prawnika, sędziego, prokuratora.

czwartek, 18 lutego 2010

Sekret "Sekretu"


W latach 60 XX wieku książki samopomocowe zajmowały w księgarniach amerykańskich przeciętnie jedną półkę. Dziś jest to ogromna sekcja z niezliczoną liczbą pozycji. W ostatnim czasie największą karierę zrobił "Sekret" (2006) Rhondy Byrne australijskiej producentki i scenarzystki telewizyjnej. Sekret, do 2008 roku sprzedał się w prawie 6 milionach kopii.
Czym jest więc ten tajemniczy sekret, po którego poznaniu życie ludzi całkowicie się zmienia. Otóż jest to zjawisko nazwane przez autorkę jako "law of attracion" czyli prawo przyciągania. Wyjaśniane jest ono w następujący sposób: każdy człowiek jest wielkim magnesem, który oddziałuje na Wszechświat poprzez emisje myśli. Mają one pewną częstotliwość, przez co przyciągają zjawiska o podobnej częstotliwości. W rezultacie nasze myśli przekuwają się na rzeczywistość.
Twierdzi się, że prawo to rządzi światem. To ono odpowiada za sukces lub porażkę, szczęście lub jego brak, chorobę czy zdrowie.
Podsumowując, można prawo przyciągania przedstawić w następujący sposób:
Myślisz pozytywnie - wysyłasz pozytywne wibracje do Wszechświata, który sprawia, że wszystkie Twoje marzenia i ambicje zostaną spełnione
Myślisz negatywnie - w odpowiedzi na to Wszechświat będzie działał na Twoją niekorzyść i będzie tylko gorzej.

Sekret tej książki to tak naprawdę stara idea myślenia pozytywnego i jego wpływu na życie człowieka. Co więc zdecydowało akurat sukcesie "Sekretu"? Bez wątpienia jest mistrzowskie połączenie marketingu oraz mistycyzmu. Już na samym wstępnie książki dowiadujemy się, że poprzez czytanie tej książki zaliczmy się do elitarnego grona wybrańców, min. obok Einsteina, Edisona Platona znających Sekret. Świadomość ta ma dawać poczucie wyjątkowości. A kto nie lubi się czuć wyjątkowy? Następnie zapoznajemy się z ideą "prawa przyciągania" w atmosferze niemalże okultyzmu. Prezentowana ona jest poprzez wypowiedzi filozofów, metafizyków, psychologów, wizjonerów . Na koniec dostajemy prostą receptę na życie, która sprawi, że wszystkie nasze troski znikną.

Zawsze uważałam, że to jak i co o sobie czy świecie myślimy na ogromny wpływ na jakość naszego życia. Działa na trochę na zasadzie samospełniającej się przepowiedni: uważam, że nic w życiu nie osiągnę, więc się nie staram, ergo: nic w życiu nie osiągam. Dlatego jestem zwolennikiem stosowania metod, które wzmacniają pozytywne myślenie.
Mam natomiast szereg zastrzeżeń do tez postawionych w "Sekrecie". Moja największa obawa wynika z tego, że ludzie mogą zbyt poważanie potraktować tą książkę.
Jeśli zaczniemy wierzyć, że my sami jesteśmy odpowiedzialni za wszystko co nas w życiu spotyka, to może prowadzić to do niebezpiecznych rezultatów: obwiniania ofiar wszelkiego rodzaju przestępstw za to, co je spotkało, osób chorych za ich stan, Żydów za holokaust itd. Taki sposób myślenia może doprowadzić do zdjęcia winy z oprawcy i przypisania jej ofierze. Inne zagrożenie to pominięcie czynników biologicznych kształtujących człowieka. Jeśli ktoś ma problem z nadwagą, to zgodnie z "prawem przyciągania" wystarczy, że będzie pozytywnie myślał a kilogramy "zwalczą się same", bez względu na genetyczne predyspozycje. Dodatkowo uważam, że myśl zawarta w "Sekrecie" zwalnia ludzi z odpowiedzialności za własny los: Nie trzeba pracować, starać się - wystrczy pozytywanie myśleć i sukces sam zapuka do Twych drzwi. Pozytywne myślenie na pewno jest ważnym elementem sukcesu, zaraz obok ambicji, pracowitości, wysiłku, pomysłowości. Mocną przesadą moim zdaniem jest jednak twierdzenie, że leży ono u podstaw wszelkich zjawisk rządzących światem.

Sukces sekretu na pewno uświadamia nam jedno: życie często jest trudne, a ludzie poszukują, chcą odpowiedzi jak żyć, by żyć dobrze. Nie ma jednego przepisu na szczęśliwe życie, wbrew temu co twierdzi "Sekret", a wprowadzanie czytelników w błąd może czasem przynieść więcej szkody niż pożytku.

Psychologia Poznawcza - Jak widzimy świat tak go piszemy.


Niby oczywistością jest to, że każdy z nas inaczej spostrzega rzeczywistość i nie ma jednego dobrego wzorca. Ale mam wrażenie, że jest to prawda odkrywana ciągle na nowo. To jak widzimy świat wpływa na nasze decyzje życiowe, samopoczucie, kształtuje osobowość. A świat każda osoba widzi inaczej. Codziennie, co chwile dociera do nas nie skończona liczba informacji. Nasz mózg nie jest w stanie ich wszystkich "przetrawić" dlatego dopuszcza do naszej świadomości tylko niektóre z nich. Zjawisko to dobrze ilustruje sytuacja, gdy zaczynamy się czymś interesować: np. chcemy kupić nowe buty. Nagle zaczynamy zwracać baczą uwagę na to jakie buty noszą ludzie na ulicy, pomijając inne informacje. Dobitnie zjawisko to ukazuje eksperyment "basketball" - Należy obejrzeć wideo (http://viscog.beckman.illinois.edu/flashmovie/15.php) licząc ile podań miedzy sobą zrobili osoby w białych koszulkach. Następnie należy jeszcze raz obejrzeć wideo, nie licząc już żadnych podań. Po drugim obejrzeniu cel eksperymentu będzie oczywisty.
Mimo, że skończyłam 5 letnie studia psychologiczne, wciąż ogromne wrażenie wywierają na mnie ilustracje jak niewielki obraz świta odbieramy przez nasze zmysły.

Empowerment - czyli amerykański coaching


W 2007 roku odbywałam 3 miesięczny staż w Londynie. Firma, która mnie gościła - Finding Max działa w branży szkoleniowo - coachingowej. W 2008 roku zmienili nazwę na Struan Robertson Associates ( http://www.struanrobertson.co.uk/). Praktyka ta była bardzo ciekawym doświadczeniem, głównie ze względu na profil produktów jakie oferowali. Szkolenia bazowały na osiągnięciach psychologii poznawczej oraz NLP w ujęciu Tonego Robinsa czy Maxwella Maltza. Wszystkie treningi maiły jedną myśl przewodnią: wzbudzić w uczestnikach pewność siebie, przekonanie, że ich lęki, jakie by nie były, są irracjonalne oraz, że mogą wszystko. Wcześniej nie byłam przekonana do tego typu metod szkoleniowych, uważając, że nie mają one wpływu na ludzi. W trakcie stażu przekonałam się jak wielkie znaczenie ma sposób postrzegania przez nas rzeczywistości, swoich możliwości oraz ograniczeń. Zauważyłam, że przebywając w atmosferze owego "empowerment", z czasem zaczęłam się do niego dostosowywać, co zdecydowanie pozytywnie wpłynęło na moje ambicje, motywację i samopoczucie. I chyba właśnie dlatego szkolenia Finding Max kupowały dla swoich managerów największe banki i koncerny mające swoją siedzibę w Londynie.

Ten, kto stwierdził, że ciąża to stan błogosławiony musiał być facetem.


I trymestr
Mdłości 24 h na dobę. Zgaga po każdym posiłku, do którego trzeba się zmuszać.
II trymestr
Bezsenność, wzdęcia i inne problemy żołądkowe
III trymestr
Senność, zmęczenie, puchnięcie, bóle kręgosłupa.

A na koniec zostaje się z 10 kg dodatkowego tłuszczu.

Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego a podatek od sprzedaży nieruchomości


O tym, że już w szkole podstawowej powinno się uświadamiać ludziom wagę znajomości prawa przekonuję się coraz częściej. Zdarza się, że ignorancja przepisów bardzo ludziom finansowo szkodzi. Ostatnio moja znajoma miała niestety przekonać się osobiście. Sprzedała ona działkę wcześniej rolną, ale objętą miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego (MPZP), w którym rzeczona nieruchomość została opisana jako budowlana. Data sprzedaży miała miejsce jakiś rok po wejściu Planu w życie.
Po sprzedaniu działki okazało się, że zgodnie z nowymi przepisami ustawy o MPZP zobowiązana ona jest odprowadzić podatek od wzrostu wartości nieruchomości w wysokości 30 % różnicy w wartości działki po jej przekwalifikowaniu, co w jej przypadku wynosiło kilkanaście tysięcy złotych.
Zgodnie z ustawą o MPZP taki podatek należy odprowadzić przy sprzedaży nieruchomości gruntowej,po wejściu Planu w życie zwiększyła się wartość nieruchomości a zbycie nastąpiło do 5 lat od momentu obowiązywania Planu.

Działka rolna przeznaczona na cele budowlane


W związku z zakupem działki pod budowę domu w Krakowie zainteresowałam się prawem budowlanym. Dom zgodnie z Kodeksem Budowlanym można postawić tylko na działce przeznaczonej na cele budowlane czyli jak każdy laik w tym temacie założyłam, że takimi działkami są działki ujęte w ewidencji jako budowlane. Dlatego też, przy poszukiwaniach działki wybierałam takie, które to kryterium spełniały. Jakież było moje zaskoczenie na 2 dni przed podpisaniem umowy notarialnej Pani Pośrednik poinformowała mnie, że interesująca mnie działka jest działką rolną ale ponieważ jest wydane aktualne pozwolenie na budowę (PnB), to można na niej budować dom.
Sprawdzając te informacje okazało się, że przy składaniu PnB dołącza się oświadczenie, że dysponuje się nieruchomością na cele budowlane pod rygorem odpowiedzialności karnej. Ani właściciel , ani pośrednik, ani, niestety, nie potrafili mi udzielić informacji na jakiej podstawie ja wiem, że dysponuje działką rolną na cele budowlane. Dopiero po konsultacji z działem ewidencji w Krakowie, gdzie trafiłam na kompetentną osobę dowiedziałam się, że na początku 2009 roku zmieniła się ustawa (dzięki Januszowi Palikotowi), która sprawiła, że wszystkie działki rolne na terenie miast, nie objęte MPZP stawały się z mocy ustawy działkami rolnymi z możliwym przeznaczeniem na cele budowlane. Oznacza to, że można na nich budować bez konieczności przekształcania ich na działki budowlane. Ma to o tyle kolosalne znaczenie, że za przekształcenie działki się płaci. Mało tego, odprowadza się później podatek od wzrostu wartości nieruchomości nawet do 30% o jaką ta wartość wzrosła.