
Jako przyszła matka śledzę z ciekawością i pewnym niepokojem system polityki "prorodzinnej" w naszym kraju, a głównie wspieranie macierzyństwa. Podczas ciąży oraz pierwszych miesięcy sytuacja kobiety jest dobra. Może ona być na zwolnieniu lekarskim przez cały okres ciąży, jeżeli zajdzie taka potrzeba zdrowotna. Po porodzie przysługują jej 4 miesiące macierzyńskiego. Problem pojawia się po wykorzystaniu urlopu. Jeśli kobieta chce wrócić do pracy, ma do wyboru oddanie 4 miesięcznego malucha do żłobka, gdzie trzeba mieć dużo szczęścia, żeby się dostać. Alternatywą jest zatrudnienie opiekunki, a jest to często wydatek w wysokości prawie całej pensji matki. Można też oczywiście odłożyć na bok wszelkie swoje ambicje zawodowe i skorzystać z urlopu wychowawczego. Ostatnia opcja jest o tyle korzystna, że dziecko jest wychowywane przez rodzica, a państwo wspomaga to rozwiązanie poprzez przyznawanie zasiłku wychowawczego w kwocie 400 zł, czyli opłaca pampersy oraz jeżeli matka pracowała na etat odprowadza za nią składkę emerytalną. Co bardziej przedsiębiorcze kobiety, czyli te, które prowadzą własną działalność już przywilejem opłacania składki emerytalnej przez Państwo nie są objęte. Zapobiegliwa rodzicielka w momencie przyjścia dziecka na świat zapisuje go do kolejki do przedszkola, gdyż średnio brakuje 1000 miejsc w dużych miejscowościach. Jeżeli dziecko do przedszkola się nie dostanie, wracamy do opcji niani. Czytając raport Strategia Polska 2030 cieszy mnie to, że politycy zdają sobie sprawę z nieciekawej sytuacji demograficznej w Polsce, gdzie największym problemem jest starzenie się społeczeństwa oraz ujemny przyrost naturalny. Ale czy naprawdę można się temu dziwić, w świetle przytoczonych powyżej alternatyw przed jakimi staje młoda matka?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz