
Porusza mnie reakcja ludzi, mediów oraz niektórych instytucji społecznych na nową ustawę o ochronie rodziny. Moim zdaniem negatywna reakcja wynika z braku świadomości w jakich warunkach wychowują się czasem dzieci w Polsce.
Kontrowersje wzbudza artykuł 12, który stanowi, że pracownik socjalny w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia może zabrać dziecko z domu. Kiedy więc będzie można będzie ten przepis wykorzystać? Np. w momencie, gdy oboje rodzice są pijani, naćpani, przez kilka/kilkanaście dni, dziecko zostało dotkliwe pobite, jest głodne, ciężko chore, bardzo zaniedbane, a rodzice rzucają w siebie nożami. Oczywiście, że dla dziecka rozdzielenia od rodziców jest traumą. Ono najczęściej jeszcze nie rozumie, że dzieje mu się krzywda i kocha swoich rodzicieli bezwarunkowo. Brak interwencji w sytuacjach rażącego zaniedbywania dzieci daje jednak rodzicom sygnał - moje dziecko, moja własność i mogę z nim robić co chce. Zabranie dziecka z domu jest często skuteczną metodą uświadomienia rodzicom, że mają wobec dziecka obowiązki, są za nie odpowiedzialni i że mogą je stracić, jeśli nie zgodzą się na przyjęcie pomocy. Jeśli natomiast zabranie dziecka z domu nie powoduje zmian w postawie rodziców to - mimo, że to zabrzmi okrutnie - można stwierdzić, że nie każdy został stworzony do bycia rodzicem i w dłuższej perspektywie, może dla dziecka będzie korzystnej wychowywać się w rodzinie zastępczej. Gdy czytam wypowiedzi np. Kościoła o świętym prawie do wychowywania dzieci przez rodziców, to myślę sobie a co z prawami dziecka? Rzadko słyszymy o morderstwach swoich dzieci przez nieprzystosowanych rodziców? Być może udało by się tych sytuacji uniknąc, gdyby pracownicy socjalni mieli możliwość szybkiej reakcji.



