
Ostatnio zetknęłam się z ciekawą sytuacją w jednej ze znajomych firm. Osobie skończyła się umowa o pracę na czas określony 10 listopada. Przez kolejne dwa tygodnie przychodziła do pracy, po czym wzięła tydzień urlopu. Po zakończeniu daty urlopu nie stawiła się w pracy. Po kilku dniach próby nawiązania z nią kontaktu oświadczyła, że nie jest zainteresowana dalszym kontynuowaniem współpracy i ponieważ nie podpisała umowy na czas nieokreślony (umowa została jej wręczona) nie wiążą jej stosunek pracy z pracodawcą więc nie musi pisać wypowiedzenia. Firma zwolniła ją dyscyplinarnie za opuszczenie stanowiska pracy. I teraz pytanie: kto ma racje.
Moja interpretacja jest taka, że umowa nadal trwała. Jej przedłużenie nastąpiło automatycznie poprzez ciągłe świadczenie pracy przez pracownika. A więc było to przedłużenie umowy do rozumiane. Pracownik dopuścił się ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych, więc pracodawca miał prawo go zwolnić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz